poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Ale, tak właściwie, to "Po co to kupiłam?!"



Myślę, że Patronką dzisiejszego wpisu śmiało mogę nazwać Joankę-z, ponieważ to właśnie organizowana przez nią akcja dodała mi sił na ostatniej prostej, kiedy brzuch jest już tak duży, że prawie zasłania mi maszynę, a nogi tak spuchnięte, że ledwo czuję pedał pod stopami... .

Przeprowadzkowa akcja: segregacja

Chyba każdy, kto próbuje swoich sił w szyciu, w pewnym momencie wpada w pułapkę kupowania tkanin pod wpływem emocji, na zapas ;) Po jakimś czasie okazuje się, że właściwie ani nie wiadomo co z nimi robić, ani gdzie je przechowywać. Przed przeprowadzką obiecałam sobie, że w końcu zrobię porządek z moimi zapasami. W rezultacie udało mi się je jako tako posegregować, natomiast stan posiadania to niezmiennie 4 boxy ikeowskiego regału expedit, podzielone wedle kategorii:
- nowe materiały odcięte z belki
- ścinki na maskotki i inne pierdółki
- ubrania do przerobienia
- projekty do skończenia
Akcja: segregacja sprawiła, że poczułam się totalnie przytłoczona nie tylko ilością, co też swoimi skłonnościami do chomikowania. To był ostatni moment, aby zacząć nad sobą pracować. Padło postanowienie, że dopóki znacząco nie zredukuję moich zapasów, nie kupię ani skrawka nowego materiału.
Na realizację wyżej wymienionych postanowień znaczący wpływ ma moje samopoczucie w trzecim trymestrze, przez co wszelką aktywność ograniczam do zadań, które bezwzględnie muszę wykonać, więc raczej nie marnuję energii na bieganie po sklepach. Poza tym ceny dobrych tkanin w Niemczech są tak zaporowe, że szycie dla siebie jest zwyczajnie nieopłacalne, co rozwiązuje kwestię kupowania. Gorzej było z pozbywaniem się zmagazynowanych zapasów. I właśnie tutaj złoty medal za perfect timing otrzymuje ode mnie Joanka-z!!!

Ale o co chodzi?

Joanka sama przyznaje się do problemu zbieractwa, a jako lekarstwo proponuje akcję pod tytułem "Po co to kupiłam?!", i gorąco zachęca swoich czytelników do utworzenia grupy wsparcia ;)


Więcej informacji znajdziecie na blogu Joanki, który jest skarbnicą szyciowych inspiracji. Tam też możecie się dowiedzieć co samej autorce pomysłu udało się już stworzyć ze stosu tkanin które czekają na swoją kolej.

A teraz czas na mnie!!!

Na początek postanowiłam pozbyć się tkaniny w maki, która w maki wcale nie jest ;) Jest w jakieś inne czerwone kwiaty, nawet niespecjalnie do maków podobne, ale od samego początku jakoś mi te maki w głowie utkwiły i nie mogę się ich pozbyć, więc niech będzie już w maki :)



Aby w 100% uczestniczyć w akcji, muszę odpowiedzieć na 3 pytania postawione przez Joankę. Nie ukrywam, że jest to najbardziej dołująca część zadania, gdyż boleśnie uświadamia mi moją skłonność do snucia wielkich planów i odkładania ich na później... . Ale żeby nie przeciągać...

1. Po co to kupiłam?
Pamiętam, że planowałam z tego uszyć poduszki - siedziska na podłogę. W tym celu nawet zaopatrzyłam się w gąbkę tapicerską i udało mi się wyciąć odpowiednie kawałki materiału. Jednak, z tego co pamiętam, w trakcie szycia maszyna zastrajkowała, a na uczelni rozpoczęła się sesja. Zanim ponownie nabrałam ochoty na szycie ze wspomnianą gąbką rozprawiły się koty i tym samym projekt upadł.

2. Za ile i kiedy to kupiłam?
Tkaninę tą kupiłam 3 mieszkania temu, czyli jakieś 5 lat przeleżała w kartonie (?!!!). Za ile - nie pamiętam, ale biorąc pod uwagę, że była to jedna z moich pierwszych inwestycji szyciowych, na pewno nie wydałam na nią dużo pieniędzy. Materiał pochodzi z IKEI, więc obstawiam, że za 2 metry nie zapłaciłam więcej niż 40 zł

3. Co z tego ostatecznie powstało?
Produkt finalny nie odbiega zbytnio od planowanego, zmieniły się tylko gabaryty i lokalizacja: zamiast poduszek do mieszkania powstało duże siedzisko na balkon. Projekt nie jest szczególnie odkrywczy, ani tym bardziej skomplikowany, gdyż do jego stworzenia wykorzystałam ten tutorial na uszycie prześcieradła z gumką. Ale właśnie taki jest cel tej zabawy, aby w szybki i prosty sposób uszczuplić zalegające zapasy. 
Z odciętego wcześniej kawałka udało mi się uszyć poduszkę do kompletu, a przy okazji wykorzystałam również kawałek zielonej tkaniny, który również od dawna leżał bezczynnie :) 
Tym samym oficjalnie rozpoczęłam metamorfozę mojego balkonu. Obawiam się jednak, że na ostateczny efekt trzeba będzie poczekać do następnego lata ... .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz